Codziennie obżeram się 4-5 posiłkami. Na razie nie są zbyt zróżnicowane, bo po upływie 11 dni od mojej zmiany nawyków żywieniowych nie dopadła mnie rutyna. Specjalnie staram się nie nadużywać słowa dieta. Kojarzy się ona z postem, a przecież nie o to w odchudzaniu chodzi. Jak wygląda mój przykładowy jadłospis? Tak:
Śniadanie - 100g chleba, 50g białka (drobiowa wędlina, albo zrobiona przeze mnie pieczeń, serek homo, serek z granulkami, 1 jajko) do tego dowolne warzywa.
II śniadanie - sałatka z 50g kaszy, 50g kurczaka i dowolnych warzyw, polana tzatziki na bazie jogurtu.
Obiad - 200g ziemniaków (wymienne na 50g makaronu, ryżu, kaszy [w postaci suchej]), 130g mięsa (waga przed obróbką termiczną), dowolne dodatki warzywne.
Kolacja - 100g chleba, 50g białka. Oczywiście można zrobić sobie omleta, jajecznicę i inne cuda z jajek, jednakże ja nie przepadam za tymi potrawami, stąd ich brak w mojej diecie.
Jeżeli idę spać o 2 - 3 w nocy (co bardzo często mi się zdarza), a kolację zjadłam około godziny 18, to muszę zjeść jeszcze jeden posiłek składający się ze 100g chleba (albo 50g ryżu, makaronu, czy kaszy) oraz 50g białka.
Nie mogę zjeść dziennie więcej, niż 200g owoców.
W ciągu dnia powinnam użyć 4 łyżeczki oliwy lub oleju do potraw.
Wolno mi zjeść 300g produktów mlecznych (do 60kcal na 100g).
Nie mogę stosować cukru, jeść orzechów, suszonych owoców, tłustego mięsa, masła i margaryny.
Z góry uprzedzam, iż nie jest to zachęta do stosowania identycznej diety. Mój sposób żywienia układał dietetyk, porcje są dopasowane do mojej wagi, wieku, stanu zdrowia. Coś, co służy mnie, może negatywnie oddziaływać na kogoś innego. Myślę, że każdy, kto chce w rozsądny sposób pozbyć się zbędnych kilogramów, powinien zasięgnąć rady specjalisty. Niestety mam słabą wolę, dlatego comiesięczna wizyta u dietetyka to dobra zachęta do tego bym się nie poddawała i walczyła o coraz lepsze rezultaty.
Jedząc zdrowo nie czuję się głodna. Już po krótkim okresie czasu odczułam, że poprawił się wygląd mojej cery, nie mam kłopotów z zaparciami, ubrania się trochę "poluzowały". Ciekawa jestem jakie będą efekty w czasie wizyty kontrolnej. Ostatnio, kiedy wróciłam zmęczona do domu, byłam tak głodna, że miałam ochotę zjeść wszystko co wpadnie mi w ręce. Pomocny okazał się ocet jabłkowy. Do połowy szklanki wody, wlałam sobie jedną łyżeczkę octu. Efekt rewelacyjny, wilczy głód przeszedł a ja mogłam spokojnie doczekać do obiadu. Nie polecam częstego spożywania octu i przestrzegam przed piciem innego, niż jabłkowy, ale muszę przyznać, że w awaryjnych sytuacjach, działa on cuda. Poniżej przedstawiam zdjęcie mojego obiadu - nie popisałam się fantazją kulinarną. To zwyczajny kurczak w ziołach z pieczonymi ziemniaczkami. Chciałam jednak przedstawić na zdjęciu wielkość porcji. Myślę, że zadowoliłaby ona przeciętnego łasucha. Pozdrawiam!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz