czwartek, 24 stycznia 2013

A dlaczego? A po co? A jak?

Smakowite ciasteczka, rozpływająca się w ustach czekolado, zmrożona porcjo lodów okraszona cudowną bitą śmietaną… Żegnajcie.
Hm, czytając powyższe zdanie, sama się sobie dziwię, że chcę na własne życzenie pozbawić się rozkoszy dnia codziennego. W końcu cóż może być lepszego od kawy z cukrem i śmietanką z dodatkiem pachnącego, rozkosznego deseru? Analizując głębiej ten temat, myślę, że opozycją dla słodyczy może być lekkość, uroda, brak uporczywego zmęczenia, nieograniczone zakupy (ooooj, taaaak!) etc. etc. Okey, skoro ograniczenie cukru i tłuszczu przynosi tyle korzyści, to dlaczego wcześniej tego nie zrobiłam? Odpowiedź jest prosta jak pochłonięcie muffinki  – z głupoty. Fakt, udało mi się kiedyś zrzucić porządną dawkę ponad 20kg. Było fajnie, baa cudownie! Niestety wrodzona skłonność do tycia, uwielbienie do smakołyków i przede wszystkim moja głupota spowodowały to, iż przybrałam znacznie większą ilość nadbagażu, niż schudłam. Nie stało się to nagle, tyłek rósł latami. Pewnie gdyby miał wolną wolę, to odciąłby się od niemądrej właścicielki. Niestety los chciał, że musi on ponosić konsekwencje moich decyzji. Ponieważ zostały mi śladowe ilości moralności, to postanowiłam, że odciążę trochę skrzywdzone przeze mnie ciało i popracuję nad zmianą swojego życia. Z doświadczenia wiem, że dieta nie może być chwilowym procesem, o którym zapomni się po osiągnięciu upragnionego efektu. Jest to nowy styl życia, który należy polubić i docenić. Oczywiście można kochać swoje wielorybie kształty, cieszyć się z zadyszki, uśmiechać do namiotowatych ubrań – każdy lubi to co lubi (zakłady pogrzebowe też lubią krótko żyjących, otyłych klientów). Niestety ja nie lubię swojego obecnego życia i muszę sprawić, by zaczęło mi się ono na nowo podobać. Tyle na początek, oby moja głupota znowu nie była górą! 

PS. Czekam na odzew mojej uroczej przyjaciółki, która również pragnie pozbyć się zbędnych kilogramów ze swojego ciałka. Liczę na to, że przyłączy się zarówno do diety, jak i do kreowania bloga.
Pozdrawiam! 

3 komentarze:

  1. Hej, właśnie przeczytam wszystkie Twoje teksty. Bardzo mi się podobają. Mam nadzieję, że często będą pojawiać się, bo napewno są inspiracją, a dwa mam wrażenie, że chociaż piszesz o sobie to tak jak gdyby te teksty były o mnie; z małym wyjątkiem, że ja nie jestem amatorem słodyczy ale fast food-ów i to wielkim. Kocham pizze i hamburgery, o frytkach nawet nie wspomnę. Jestem młodą osobą, mam zaledwie 26 lat. Ale moja waga bardzo poszła do góry. Sama do końca tego nie rozumiem, długo nie przyjmowałam tego do wiadomości, ze po prostu tyję. Zaczełam tyć gdy poznałam swojego męża. On mnie nauczył jeść fast foody. Pod koniec maja zaczeliśmy się odchudzać i tak do września. Później odpuściliśmy. Ale dość dużo schudliśmy. Mój mąż w tym czasie schudł 16 kg. A ja nie wiem, bo bałam się zobaczyć moją wagę. Podjełam kolejną walkę w odchudzaniu z Kamilą Sidor. I zważyłam się.... wskazała 74 kg. Byłam bliska płaczu nawet nie chcę pomyśleć ile ważyłam wcześniej. Całe życie ważyłam 65 kg. i zawsze było to dla mnie strasznie dużo. Zawsze moją wymarzoną wagą bylo 55 kg. A teraz jest nim 65 kg. Ale chcę nadal ważyć 55 kg. W maju w biodrach miałam 124 cm dzisiaj mierzę 97 cm, waga 71 kg. Kochana SL codziennie jest mi ciężko, codziennie zmuszam się do wysiłku fizycznego, nie lubię cwiczyć, ale to robię. A jak Ty sobie radzisz też masz problem z aktywnością fizyczną? I jestem strasznym zarłokiem, jak nie jem to nie jem, ale jak zacznę ....- musze się strasznie kontrolować.
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj! Cieszę się, że podobają Ci się moje teksty. Widzę, że jesteśmy w podobnym wieku, łączy nas podobny problem, choć moja waga jest niestety dużo większa. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że im mniej jest do zrzucenia, tym trudniej jest to zrobić - przerabiałam to na sobie. Nie przepadam za ćwiczeniami. Jedyna forma aktywności fizycznej, która sprawia mi radość to pływanie, które mocno ograniczam zimą. Teraz zrezygnowałam z samochodu i wszędzie chodzę pieszo, korzystam też ze steppera (był taniutki, ok. 50zł, a działa świetnie). Ogólnie nie przesadzam na razie z ćwiczeniami, gdyż pani doktor zwróciła mi uwagę na to, iż w początkowej fazie odchudzania, nadmierne ćwiczenia mogą niszczyć mięśnie, przez co muszę ruszać się z umiarem. Uwielbiam jeść ale mój obecny sposób żywienia skutecznie hamuje napady głodu. Zjedzenie 4 kromek chleba (tyle przypada na 100g pieczywa) to dla mnie wielkie wyzwanie. Wcześniej jadłam rzadziej i tyłam przede wszystkim od słodyczy. Fast foody, czy chipsy nigdy mnie nie pociągały. Wyobraź sobie ile czekolad musiałam wchłonąć, żeby doprowadzić się do otyłości - koszmar. Pozostało mi albo pluć sobie w brodę, albo wziąć się za siebie. Postanowiłam zawalczyć. Nie wiem, czy to dobra motywacja, ale pomyśl, że to co dla Ciebie będzie końcem walki z kilogramami, dla mnie i dla wielu innych osób jest dopiero początkiem przygody z walką o zdrowie. Ostatnie kg lecą powoli, ale myślę, że powinnaś być dumna nawet, jeśli po tygodniu diety ubędzie Ci 100g, a nie 0,5kg - w końcu każdy gram mniej przybliża Cię do sukcesu. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też mam stepper-ka, uwielbiam go, bo mogę seriale oglądać jak na nim cwiczę:) Staram się w miarę codziennie cwiczyć na stepperku, ale też robię brzuszki i rozciągam się. Jak na razie jest nieźle, ładnie mi zeszło od początku akcji razem z Kamilą, w dwa tygodnie 3 kg. i kilka centymetrów - dla mnie to bardzo super. Myślę, że w miarę będzie mi jeszcze spadać, ale jak dojdę kiedyś do 65 kg. to będzie gorzej. Powiem ci szczerze, że najgorzej mi schodzi niestety z nóg, co jest dla mnie wielkim problemem. Postanowiłam, żeby do wakacji odchudzić nogi, bo znowu nie będę chciała nigdzie wychodzić. Nie wiem czy wiesz o co mi chodzi. Ostatnio kupiłam nawet bańkę chińską i się nia masuję. Jakiś spektakularnych sukcesów nie zauważyłam ale przecież to początek. Ja żeby się motywować, za wygrany miesiąc -o walkę o obniżenie masy ciała postanowiłam miesięcznie przeznaczyć 100 zł. na co tylko chce.Sukienka, kosmetyk, książka czy jakieś pierdoły na które normalnie jest mi szkoda kasy. Ale to jest moja nagroda, więc mogę zrobić z nią co chce. Powiem Ci, że nawet mój mąż polubił potrawy, które mu serwuję, mówi, że jest to okres w którym je najlepiej w życiu, i jeszcze chudnie. Jestem naprawdę pod wrażeniem Twojej osoby, trzeba mieć naprawdę dużo siły, odwagi i determinacji żeby drugi raz tą "rękawicę" podnieść. Wierzę, że wygrasz tą wojnę. Kochana dasz radę!!!!
    Pozdrawiam cieplutko
    Rose

    OdpowiedzUsuń